Giełda Samochodowa
 Powrót
Szukaj w publicystyce:    Zaawansowane 

Kupujemy wana
Gdy potrzeba przestrzeni...
autor: Janusz Piechociński
zdjęcia: materiały producentów, Newspress
Giełda Samochodowa, nr 1707
z dnia: 17 kwietnia 2015 roku
 
Nowy Renault Espace. Wan, ale z ambicjami uterenowionego crossovera
Nowy Renault Espace. Wan, ale z ambicjami uterenowionego crossovera
Wnętrze wana nie musi być proste. W modzie są np. tablety o dużej przekątnej
Wnętrze wana nie musi być proste. W modzie są np. tablety o dużej przekątnej
Cztery wcześniejsze generacje Espace
Cztery wcześniejsze generacje Espace

Prowadzą się gorzej niż kombi, ale są bezkonkurencyjne pod względem pokładowej przestrzeni. Czasem - gdy już przychodzi do wyboru samochodu - to zresztą warunek numer jeden, co potwierdzą ojcowie (i matki), którzy chcą wygodnie wozić swoje dzieci. Nawet, gdy jest ich tylko dwoje...

Nie ma wątpliwości, że wany mają wzięcie, bo są niczym dostawczaki dla... ludzi. Uściślając, wany to propozycja dla tych kierowców, którzy muszą mieć przestronną kabinę, miejsce na walizki i jak najwięcej miejsc siedzących. Wypada, żeby samochód łatwo dało się konfigurować, czyli w nim łatwo zmieniać położenie foteli (przesuwać względem siebie, wymontowywać je, składać, obracać itd). No i przydałoby się takie wyposażenie, które w zwykłych autach - ze względu na szczupłość miejsca - spotyka się rzadziej, np. wideo z wielkimi sufitowymi ekranami. Te "telewizory" wcale nie są objawem skłonności do nowobogackiego przepychu lub ambicji do bycia lepszym! Dzieci - wiezione na długich trasach - łatwiej uspokoić za pomocą wideo. Dosłownie i bez przenośni. A tak bardziej serio. Jaki powinien być wan idealny? Wielki, wygodny, z wielkim bagażnikiem, dobrze wyposażony i oszczędny. Nikt nie lubi płacić za paliwo, także rodzice.

Liderzy w historii wanów

W Europie bez wątpienia należą do nich Francuzi. Pierwsze wany produkowane na Starym Kontynencie zawdzięczamy Renault, który to koncern już w roku 1982 pochwalił się pojemnym wozem nazwanym Espace (w języku francuskim to słowo oznacza kosmos lub... przestrzeń). Renault, a ściślej należąca do niego Matra, wytwarzał też coupe-vana - w latach 2001-2003 Francuzi chcieli podbić świat słynnym modelem Avantime. Nie udało się - wóz był bardzo skomplikowany i zdecydowanie zbyt drogi. Po wyprodukowaniu 8,5 tysiąca sztuk projekt przerwano.

Wracając do historii i... konkurencji. Przez pierwsze lata numerem jeden w dziedzinie wanów był Renault, ale z czasem do walki o klienta dołączył Citroen oraz Peugeot. Renault konsekwentnie w ofercie ma - nie licząc kompaktowego Scenika - dużego wana tradycyjnie nazywanego Espace. Najnowsza generacja tego samochodu to w zasadzie wan-crossover, czyli maszyna przestronna, ale z podniesionym prześwitem i pewnymi ambicjami "terenowymi" (piszemy w cudzysłowie, bo Espace potrafi zjechać z asfaltu, ale prawdziwym off-roaderem oczywiście nie jest). Auto ma piękną sylwetkę oraz sporo ciekawych rozwiązań technologicznych (w tym np. system czterech skrętnych kół, który znakomicie poprawia zwrotność, tablet z ekranem o przekątnej prawie 9 cali oraz wyświetlacz HUD na przedniej szybie). Silniki o stosunkowo niewielkiej pojemności 1,6 litra i doładowaniem (benzynowe i wysokoprężne), które mają moc od 130 do 200 koni. Przestrzeń na bagaże? Wzorcowa - przy wykorzystaniu 5 miejsc siedzących na walizki jest 680 litrów (gdy rozłożone są wszystkie fotele - 214 litrów). Cena? No, tanio nie jest. Najprostszy model z najsłabszym silnikiem kosztuje 119 tysięcy złotych. Topowy Espace jest wyceniany z kolei na 163 tys. zł.

Całe morze kompaktów-wanów

Renault ma Espace'a, ale zdecydowanie więcej sprzedaje modeli mniejszych i tańszych - kompaktowych Sceników (cena od 71 tys. zł). Segment wanów kompaktowych pozwolił się wybić również Citroenowi, który w roku 1998 pokazał Xsarę Picasso. Ten wóz szybko stał się przebojem rynku, bo przy niewielkiej długości (4,3 m) miał dużą kabinę i wielki bagażnik o pojemności 550 l. Samochód miał zawieszenie adaptowane z dostawczego Berlingo, co dawało mu sporą wytrzymałość i ładowność. Xsara Picasso nie prowadziła się zbyt precyzyjnie i nie była szybka, ale z czasem - gdy w roku 2006 pojawił się następca, czyli pierwsza generacja C4 Picasso - Francuzi sobie z tym poradzili. Najnowszy wóz występuje w dwóch odmianach 5- i 7-osobowej (ceny - odpowiednio - od 75 i 80 tys. zł). Wciąż na zakrętach "C4" nie są jak rajdówki, ale wychylanie nadwozia nie jest już nieprzyjemne.

Odpowiednikiem największego C4 Picasso u siostrzanego Peugeota jest model 5008 (cena od 75 tys. zł). Co ciekawe firma spod znaku lwa ze swoim wozem rodzinnym (porównywalnym z Xsarą Picasso czy C4 Picasso) debiutowała dopiero w roku 2009 i dziś - w odróżnieniu od bardzo popularnych i powszechnie widywanych Citroenów - wany "5008" spotyka się na naszych ulicach stosunkowo rzadko. Dlaczego? Nie wiadomo. Być może zaważyły na tym doświadczenia z poprzednim wanem, czyli Peuegotem 807 produkowanym wespół z Fiatem i Citroenem? Tamten wóz był wielki, ale drogi i dość słabo się prowadzący...

Francuzi w segmencie wanów (każdej wielkości) mają godnych konkurentów. Z Citroenem, Peugeotem i Renault walczy (oczywiście w sensie walki o klienta) Ford ze swoimi C- i S-Maksami (ceny - odpowiednio - od 63 i od 96 tys. zł; S-Maksa należałoby kwalifikować do większych wanów), Volkswagen (kompaktowe Golfy Sportvany i duże Tourany w cenach od 68 i od 74 tys. zł), koreańska Kia (7-miejscowy Carens od 67 tys. zł) oraz Opel, który chwali się swoją Zafirą Tourer (od 86 tys. zł). Ten samochód spodoba się także miłośnikom aktywnego spędzania czasu, zwłaszcza rowerzystom. Dlaczego? Auto wyposażono w bagażnik na rowery, który... wysuwa się z tylnego zderzaka.

Na koniec tej producenckiej wyliczanki trzeba też dodać wany premium. W ofercie ma je Mercedes (klasa B od 105 tys. zł) oraz BMW (seria 2 Active Tourer do 110 tys. zł). Co ciekawe ten ostatni wóz to jedyne BMW, które ma napęd... na przednie koła oraz silnik 3-cylindrowy.

Wielka przestrzeń

Tu króluje Fiat, który przed kilkoma laty przejął kontrolę nad bankrutującym Chryslerem i Dodge'em. Włosi uważnie przyjrzeli się amerykańskim maszynom, a następnie - jak postanowił Sergio Marchionne, legendarny szef Fiata - poddali je kuracji odmładzającej. Zawieszenia przestrojono, żeby samochody prowadziły się bardziej po europejsku, zmieniono materiały wykończeniowe i silniki, które są teraz zdecydowanie mniej paliwożerne. I tak zamiast Dodge'a Journeya mamy Fiata Freemonta, a w miejsce Chryslera Voyagera pojawiła się Lancia Voyager. Czy to ruch udany? Na pewno tak, bo wozy z USA - trzeba im to oddać - są gigantyczne. Po poprawkach i wprowadzeniu technologii z tej części świata palą znacznie mniej (w przypadku Freemonta z dieslem można się spodziewać tylko 5 litrów oleju napędowego na setkę), a jeździ się nimi ultrawygodnie. Nie kosztują mało (Freemont około 100 tys., a Lancia - 160 tys. zł), ale miejsca naprawdę w nich nie brakuje.

Używane? Dobry pomysł!

Czy warto inwestować w wana używanego? Tak, ale uważnie i z głową. Takich maszyn jest na naszym rynku bardzo dużo. Sporo wozów pochodzi z polskich salonów, ale lwia część jest z importu. Każdy egzemplarz trzeba więc odpowiednio "prześwietlić" i sprawdzić czy nie jest rozbitkiem i ile naprawdę przejechał. Warto się jednak rozglądać, bo wany są relatywnie tanie. Auta starszej generacji i pochodzące z lat 90. XX wieku da się znaleźć na aukcji nawet za 3 tysiące. To oczywiście wozy zwykle już wyeksploatowane i do remontu, ale dobre egzemplarze (z kontrolowanym przebiegiem, często z placu oficjalnego dilera, zadbane) kosztują 30-45 tysięcy. Taka cena - biorąc pod uwagę przestrzeń i potencjalną wygodę - nie jest wygórowana.

Za oceanem... fikuśnie

W USA i Kanadzie auta wielkopojemne są niezwykle popularne. Nie sposób wymienić w tym krótkim tekście wszystkich interesujących modeli, ale jeden - japońska Honda Odyssey Touring Elite - jest szczególny. Auto, które zaprezentowano przed dwoma laty podczas nowojorskiego salonu motoryzacyjnego, wygląda jak każdy inny wan. W wyposażeniu ma jednak kilka gadżetów, które pokocha wielu rodziców. Pierwszy to szuflada chłodząca, do której wchodzą 4 butelki z wodą do picia. W dłuższej trasie ideał - nie trzeba się zatrzymywać na stacji, gdy komuś zachce się pić. Gadżet numer dwa to pokładowy... odkurzacz. Urządzenie o nazwie Honda VAC zostało ukryte w tylnym słupku, ale ze względu na długą rurę służy do sprzątania całej kabiny. To nie jest żart, drodzy czytelnicy! Klientów w USA trzeba zdobywać sposobem, a wiadomo, że rodzice - przymuszeni rodzinną sytuacją - wydadzą każde pieniądze.




Dodatkowe zdjęcia:

















    
PowrótWersja do drukuZapisz artykułWyślij artykuł znajomemu

REKLAMA