adMoto.pl



Samochody anty-ekologiczne
Gdy ochrona środowiska się nie liczy...
autor: Janusz Piechociński
zdjęcia: Newspress
Giełda Samochodowa, nr 1701
z dnia: 6 marca 2015 roku
 
Kolor udanie podkreśla linię Aston Martina Vantage GT3
Kolor udanie podkreśla linię Aston Martina Vantage GT3
Symbol GT3 na tylnym pasie świadczy o wyczynowym pochodzeniu tego Aston Martina
Symbol GT3 na tylnym pasie świadczy o wyczynowym pochodzeniu tego Aston Martina
Wnętrze? Bardzo cywilizowane w porównaniu z wyczynówką
Wnętrze? Bardzo cywilizowane w porównaniu z wyczynówką

Ekolodzy walczą o czyste powietrze, a za wroga numer jeden stawiają sobie samochody wielkiej pojemności i mocy. Wiadomo, że te palą najwięcej i emitują wielką chmurę spalin, a więc na potencjalnego wroga nadają się idealnie. No to u nas dzisiaj modele dla bardzo wymagających, wściekle bogatych i nie liczących się z ekologią, ekologami i całym tym eko-kramem.

Klimat ociepla się, lody na biegunach naprawdę topnieją, a co za tym idzie podnosi się poziom oceanów. To wcale nie jest zabawne, bo w dłuższej perspektywie grozi nam stepowienie, zalewanie niżej położonych wysp i być może nawet zagłada życia na całej planecie. Ekolodzy apelują, żeby zmienić styl życia, a przede wszystkim ograniczyć ruch samochodów z silnikami spalinowymi. Każą nam się przesiąść do elektro-wozów lub hybryd, bo te uznają za bezpieczniejsze dla naszego środowiska. Podejście niby słuszne, ale samo założenie szkodliwości aut względne i dyskusyjne. Dlaczego? No bo nasz świat bardzo skutecznie zasmradzamy samolotami, statkami, ogrzewaniem naszych domów oraz kominami fabryk. Miliardy czterech kółek, które poruszają się po Matce Ziemi, są oczywiście zagrożeniem dla ekosystemu, ale wielki transport, fabryki i podłe piece na węgiel (wystarczy spojrzeć na Polskę czy Rosję) to znacznie większe generatory dwutlenku węgla. Z całą świadomością sięgniemy dziś po auta, które są drogie, mocne i palą ogromne ilości benzyny. Wiemy, że takie wozy pogarszają sytuację i ich właściciele w dodatku kompletnie się tym nie przejmują. Wiemy, lecz trudno ad hoc założyć, że są tak groźne dla naszej planety, że powinno się ich zakazać. Dlaczego? Bo jest ich mało. W końcu kosztują krocie i powstają wyłącznie w krótkich seriach. Mówiąc wprost - wobec konkurencji miliardów aut wytwarzanych masowo nie liczą się, ale i tak ekolodzy to właśnie ich się najbardziej czepiają.

24 sztuki

Zaczynamy od samochodu, który wzbudza pożądanie u każdego fanatycznego miłośnika motoryzacji. Mowa o najnowszym Aston Martinie Vulcan, który zostanie wyprodukowany w mini-serii złożonej tylko z 24 aut. Konstrukcja Vulcana opiera się na monokoku z włókna węglowego, do którego - dosłownie i bez przenośni - dołączono 12-cylindrowy silnik widlasty. Anglicy nie chcą podać oficjalnych danych technicznych, ale nowy Aston ma 7 litrów pojemności skokowej i specjalistom z fabryki w Gaydon udało się wygenerować "800+" koni mechanicznych (zapis z plusikiem odczytujemy "znacznie więcej niż"). Wóz powstaje oczywiście ręcznie, pod okiem specjalistów na co dzień pracujących przy budowie i tuningu maszyn wyczynowych. Spójrzcie na wnętrze! Kierownica z częściowo wyciętym wieńcem, potężna konsola centralna z pomarańczowym paskiem podkreślającym urodę całego wnętrza, wszechobecne włókno węglowe i całkiem przeszklony dach - Aston jest absolutnie ponadczasowy. Ciekawe kto go kupi? I gdzie nim będzie jeździć? Rozbudowany pakiet spoilerów z gigantycznym tylnym dyfuzorem wskazuje, że ten wóz nie jest na ulicę, lecz wyłącznie do nakręcania kolejnych kółek na torze wyścigowym.

Podobnie jest z drugim Astonem. Coupe Vantage GT3 Special Edition będzie łatwiejsze do kupienia niż Vulcan - powstanie 100 sztuk wozów, które są cywilną "kopią" maszyn znanych właśnie z wyścigów. Samochody dostały wyczynowe podwozia, pakiety sportowych spoilerów, mają 6-litrowe silniki V-12 (moc około 600 KM) i ważą 100 kilogramów mniej niż "zwyczajne" Vantage S. Czego można się po tym aucie spodziewać? Na pewno łatwego przekraczania granicy 300 km/h. No i ceny znacznie przewyższającej milion, bo przecież tyle kosztuje zwykły Vantage.

Długi ogon

Kolejny superwóz również pochodzi z Wielkiej Brytanii. Jest równie elitarny jak Aston Martin i ze względu na cenę raczej nie będziemy go często oglądać na naszych drogach. Najnowszy McLaren 675LT swoją nazwę (LT to skrót od Longtail, czyli dosłownie "długi ogon") zawdzięcza wydłużonej tylnej części nadwozia oraz podobieństwu do legendarnego McLarena F1 GTR z końca lat dziewięćdziesiątych, który miał właśnie tak rozwiązaną karoserię. Ten niby-ogon działa jak dodatkowy spoiler, który pozwala bardziej skutecznie przenosić na asfalt 675 koni wygenerowanych w podwójnie turbodoładowanym silniku V-8, o pojemności 3,8 litra. "Ogon" działa też jak doskonały hamulec aerodynamiczny. Takie rozwiązanie to oczywista oczywistość biorąc pod uwagę osiągi McLarena, który przyspiesza do setki w 2,9 sekundy, a sprint do 200 km/h zajmuje mu około 8 sekund. Zmierzona prędkość maksymalna? Niezła - 330 km/h. To również zasługa niskiej masy. Auto z nadwoziem coupe waży zaledwie 1230 kg.

Prawie zwyczajna klasa G

Tak przynajmniej ten samochód wygląda i tak też się kojarzy. Mercedes G 500 4x4? bardzo przypomina seryjnego "gelandewagena", ale to tylko podobieństwo na pierwszy rzut oka. W praktyce to całkiem nowe auto, które ma 22-calowe koła, prześwit powiększony z 22 do 45 centymetrów i które potrafi pokonać brody o głębokości metra (normalna klasa G - 60 cm). Podwozie G 500 4x4? zaadaptowano z trzyosiowego Mercedesa "dla szejków", który kosztował u nas w Polsce dwa miliony złotych. Drogo? I tak kupiło tę maszynę siedmiu milionerów, co stawia nas wśród liderów sprzedaży na świecie! Pytanie po co komu taki właśnie wóz? Cóż, świetnie jeździ w terenie, co może przekonać np. myśliwych (oczywiście z odpowiednio grubym portfelem), ale też doskonale wygląda i całkiem dobrze radzi sobie na asfalcie. Trzeba pamiętać, że ten wóz ma pod maską 8 cylindrów, dwie solidne turbosprężarki i 422 konie. Nie jest może tak szybki jak coupe "made in Great Britain", ale i tak bez większego wysiłku pokona 99 procent wszystkich pozostałych aut na drodze.

A teraz coś... zwykłego

Czyli co? Na przykład Lexus. Na sam koniec zostawiliśmy Lexusa, którego zapewne niedługo będzie można zamówić w polskich salonach. Na razie auto zostało pokazane za oceanem, gdzie cieszyło się oczywistym zainteresowaniem. W końcu limuzyna GS, którą usportowiono to pewnego rodzaju ciekawostka. Nowy Lexus, który będzie sprzedawany - jak inne mocne modele tej marki - z dodatkową literką "f" w nazwie napędza ośmiocylindrowy silnik widlasty. Pięciolitrowa jednostka generuje aż 470 koni i 530 niutonometrów momentu obrotowego. Wyobraźcie sobie, że Japończycy głośno reklamujący hybrydy, tym razem postawili na silnik mocny i - w sensie konstrukcyjnym - całkiem klasyczny. Nie ma tu żadnego doładowania, żadnych sprężarek mechanicznych, a tylko odpowiednio sterowany wtrysk paliwa. Pomyśleć, że tylnonapędowy GS F w pierwszym momencie wygląda całkiem zwyczajnie i że ktoś, kto motoryzacją się kompletnie nie interesuje, nie zauważy, że ten sedan to prawdziwy rekin autostrad. Maszyna jest dość ciężka (1830 kg), co nie znaczy, że nie nadaje się na tor. Lexusa ostro testowano w Japonii i na słynnej Nürburgring Nordschleife. Auto jest podobno stabilne i łuki pokonuje niczym rajdówka. A rajdówki, czego chyba nikomu nie trzeba przypominać, oszczędne nigdy nie są. Do naszego mini-przeglądu aut anty-ekologicznych GS F pasuje wręcz idealnie.




Dodatkowe zdjęcia: